R e k l a m a






Fable
PS3 Trophy Hunters: trofea, poradniki do gier na PlayStation 3 po Polsku
Limbo
Recenzja
DeathSpank
Recenzja
2 Days to Vegas
Zapowiedź
UFC Undisputed 2010
Recenzja
Singularity
Recenzja

Posty: 0
Komentarze: 0
Ranga:


achievementy
Tytuł : Mafia II
Producent : 2k CZECH
Trudność achievementów : 2/10 (Zależy od sprytu w zbieraniu "znajdziek")
Offline: 1000 GS
Online: 0 GS
Czas na scalakowanie (1 (...)

felietony
Uwaga: poniższy tekst może powodować nieodwracalne zmiany w mózgu oraz psychice. Autor tekstu oraz portal nie biorą odpowiedzialności za szkody wynikłe z jego przeczytania.

Zastanawialiś (...)

Recenzja
W zamierzchłych czasach, gdy szczytem świata była zjeżdżalnia w przedszkolu a komiksy kosztowały tysiące złotych, czytałem Transformersy. Co więcej, miałem kasety video z serialem animowanym, a nawet (...)
Czytaj więcej » Czytaj więcej » Czytaj więcej »
Mass Effect 2
Napisał: zvarownik



Praktycznie, co druga recenzja Mass Effect 2 odwołuje się do pierwszej części tejże gry. Ja nie mam zamiaru porównywać obu tytułów, to po prostu nie ma najmniejszego sensu. ME2 odstawiło swojego protoplastę na długość kilku tysięcy lat świetlnych. Spodziewałem się świetnej produkcji, ale to, co zaserwowali panowie z Bioware przeszło wszystkie moje oczekiwania. Ta gra bankowo będzie jednym z pretendentów do miana najlepszej produkcji 2010 roku, a pomyśleć, że to dopiero luty...

Historia zaczyna się z grubej rury. Komandor Shepard ginie podczas ataku na Normandie. Ciesząca się złą sławą organizacja Cerberus dosłownie odbudowuje naszego ulubieńca i zleca mu zadanie rozwikłania sprawy porywanych kolonistów. Łeeeeeee, a Żniwiarze, etc? Niby wszystko jest powiązane, ale niestety tło fabularne wypada gorzej, niż w „jedynce” i jest to największy minus tej gry. Reszta to juz same plusiki.

Najważniejszym celem jest przelot przez Omega 4, gdzie udają się porywacze razem ze swoimi ofiarami. Naszym zadaniem jest zebranie ekipy, która rozprawi się rasą brzydali znajdujących się za bramą. Werbowanie kolejnych postaci jest wielkim atutem tej pozycji. Jedni mogą zarzucić, że ich wątki się nie przeplatają, a każda kolejna podróż jest zupełnie inna od poprzedniej. No i chyba o to chodzi! Nasza grupa docelowo składać się będzie z 10 szemranych typów. Nikt w tej produkcji nie jest do końca dobry, czy zły. Niby śmieszny i genialny zarazem Mordin Solus wydaję się być na wskroś pozytywną osobistością, jednak bardzo dwuznaczna przeszłość, czy zimna kalkulacja dają trochę do myślenia. Jack to już w ogóle całkowite dziwadło. Praca dla Cerberus wiąże się z niejasnymi celami i nie należy do najprzyjemniejszych, a mając za „szefa” gościa nazywającego się „Człowiek Iluzja”, który od pierwszych chwil nie budzi żadnego zaufania... jest bardzo ciekawie.
Opcje dialogowe zostały mocno dopakowane. Jest sporo wyborów, rozmowy można prowadzić na kilku płaszczyznach, kliknięcie na jedno wyrażenie zazwyczaj powoduje rozwijanie myśli i dalszą konwersację. Uniwersum Mass Effect jest tak świetne, że z wielką przyjemnością nawijałem z każdą osobą z jaką mogłem porozmawiać. Pogaduszki z naszymi kompanami to rzecz normalna, warto poznać ich losy, myśli, poza tym niektóre informacje pozwalają na ulepszenia ekwipunku. Przegadana gra? Jak najbardziej, ale w bardzo pozytywnym znaczeniu.

Sprawę należy postawić jasno. Najnowsza produkcja studia Bioware nie jest w żadnym wypadku pełnoprawną grą RPG. Oprócz ogromnej ilości linijek tekstu i levelowania ekipy nie ma tu zbyt wiele elementów gier role playnig. Zdobywamy oczywiście punkty doświadczenia, które późnej przekładają się na nasze zdolności, ale jest to tak okrojone, że bliżej temu tytułowi do warcab, niż do szachów. Większość ulepszeń zdobywamy w centrum badań umieszczonym na pokładzie Normandii. Surowce na rozbudowę statku, nowe bronie, czy udoskonalanie zbroi pozyskujemy z planet rozsianych po galaktykach. Wybieramy sobie jedną, naciskamy Y, skanujemy powierzchnię, wysyłamy urządzonka zbierające materiały i to właściwie tyle. Do poszczególnych misji wybieramy sobie dwóch kompanów i uzbrojenie. Praktycznie nie ma żadnej większej różnicy, czy będzie to ten ziomek, czy inny. Walka opiera się głównie na naszych umiejętnościach, a koledzy działają na zasadach znanych z innych gier, czyli „kogoś tam zdejmę, trochę pomogę, a więcej mi się nie chce”. Oczywiście znajdują się oni pod naszymi rozkazami, warto wykorzystywać ich umiejętności, ale nie ma już tej symbiozy, co dawniej. Moim zdaniem jest to ogromny wręcz atut. To jest gra akcji z elementami RPG, a nie na odwrót, czy się to komuś podoba, czy nie. Fani Gears of War będą bardzo zadowoleni, zwolennicy Obliviona mogą czuć się zawiedzeni, ale już „jedynka” pokazała, że Mass Effect z założenia nie miał być normalnym „erpegiem”, teraz jeszcze bardziej rozwinięto tą ideę z czego jestem bardzo zadowolony.

Autorzy dopracowali każdy element, który nie sprawdzał się poprzednio. Pamiętne przejażdżki windami zastępowały napis „loading”, wszyscy na to narzekali, no i proszę, teraz po prostu pojawiają się te napisy, a w między czasie gra serwuje nam ciekawostki i dobre rady.
Wiele osób narzekało na schematyczność, na sklonowane miejscówki, na niepotrzebne planety. Obecnie wszystko jest mocno zróżnicowane, nie ma niepotrzebnych obiektów w układach słonecznych. Na stacjach kupimy paliwo i próbki, z każdej planety pozyskamy surowce, albo wykonamy dodatkową misję. Okolice są naprawdę klimatyczne, a całość bardziej dorosła. Jak coś nie pasowało, to zostało zmienione, bądź całkowicie wywalone. Bioware chyba rozgląda się po forach internetowych i słucha tego, co mają do powiedzenia fani, albo poszli „na czuja” i świetnie im to wyszło. Nieważne, ta gra jest cholernie dopracowana i jedynie te częste i trochę przydługawe loadingi wkurzają, ale przynajmniej nie trzeba już patrzeć jak kolesie stoją w windzie...

Wszem i wobec słychać ubolewanie nad polską wersją językową gry. Ponoć nie wypadła tak dobrze, jak można było się tego spodziewać (pamiętacie Dragon Age? Tam wyszło naprawdę zacnie), ale nie mnie to oceniać, gdyż posiadam angielską wersję gry, która krótko mówiąc jest genialna! Czy można się do czegoś przyczepić? Z pewnością nie do lektorów i muzyków, jedynie brak chemii pomiędzy ekipą daje się troszeczkę we znaki. Nie rozmawiają ze sobą, nie docinają, są drętwi, jednak podczas eksploracji światów roboty jest na tyle dużo, że chyba nikomu nie będą przeszkadzać cisi przyjaciele.
Grafika została znacząco poprawiona, w sumie nie ma się czemu dziwić, przecież obecnie mamy już Unreal Engine 3 i pół. Modele postaci są wykonane z nieziemską dbałością o różnego rodzaju duperele, kombinezon Sheparda prezentuje się nie gorzej, niż wzór do naśladowania znany z odzienia Isaaca z Dead Space. Ale kogo obchodzą ubrania bohaterów? Gra jest płynna, bardzo rzadko zdarzy się jej przyciąć, nawet przy sporej zadymie na ekranie. Otoczenie zaprojektowano wprost bajecznie, całość okraszono znakomitej jakości teksturami i efektami specjalnymi i w ten oto sposób otrzymaliśmy jedną z najładniejszych gier na X360. Mankamentem jest mimika twarzy, dziwna i trochę nienaturalna, ale to mała ryska na diamencie.

Mass Effect 2 jest tak dobre, że byle pierdoła wciąga na kilka godzin. Nie spodziewałem się, że będę czerpał przyjemność nawet z głupiego skanowania planet. W tej grze nic nie nudzi, główny wątek zawodzi? Mamy od cholery porządnych pobocznych. Starcia w końcu mają swoja prawdziwą tożsamość, developer przestał wybierać pomiędzy RPG, a grą akcji i sprawnie połączył oba gatunki z mocnym naciskiem na ten drugi. Ubolewać można tylko nad jedną rzeczą, ta gra niestety się kończy, ale gwarantuję, że zagracie przynajmniej dwa razy i zaczniecie wypatrywać pierwszych informacji o „trójce”, która niewątpliwie powstanie. Krótko pisząc genialna produkcja, jedna z najlepszych na konsolach HD. Tylko nie ważcie się po nią sięgać nie znając poprzedniczki!

Tylko zarejestrowane osoby mogą pisać komentarze !!!